Chopin u nas

Fryderyk Chopin na Ziemi Dobrzyńskiej i Chełmińskiej

 8 września 1825 roku, w liście do zamieszkałego w Sokołowie przyjaciela, Jana Białobłockiego, piętnastoletni wówczas Frycek prosił: „Twemu Papie od nas uszanowanie i oświadcz, iż Pani Wiłucka już dawno sama miała odpisać! – Pannie Konstancji od sióstr całusy i Pannie Florentynie, a ode mnie w rączkę. Szafarni moje uszanowanie, jako też Płonnemu, Gulbinom, Ugoszczy itd.” Jak wynika z listu, chłopca łączyły zażyłe stosunki z mieszkańcami wymienionych miejscowości, bowiem dwukrotnie – w roku 1824 i 1825 – wakacje spędzał na Ziemi Dobrzyńskiej i Chełmińskiej.

Rok 1824

Po ukończeniu IV klasy Liceum Warszawskiego czternastoletni Fryderyk został zaproszony przez rodziców Dominika Dziewanowskiego do ich majątku – Szafarni,  znajdującego się wtedy blisko granicy zaboru pruskiego, obecnie w powiecie golubsko- dobrzyńskim, około 7 km od Golubia – Dobrzynia. Państwo Chopinowie chętnie wyrazili zgodę na wyjazd chłopca tym bardziej, że uzyskali zapewnienie siostry Juliana Dziewanowskiego –  Ludwiki –  iż będzie dbać o wątłe zdrowie ich syna. O zniecierpliwieniu tą opieką domownicy mogli dowiedzieć się z listów, które im wysyłał. Najbardziej narzekał na zakaz spożywania wiejskiego chleba, jednak mimo to ściśle przestrzegał zaleceń lekarza. Posłusznie jadł specjalnie dla niego pieczone bułeczki, pił wywary ziołowe i kawę żołędziową, łykał przywiezione ze sobą lekarstwa. I choć nie mógł skorzystać ze wszystkich atrakcji życia wiejskiego, w pierwszym liście zawiadamiał: „Jestem zdrów z łaski Pana Boga i najprzyjemniej zawsze czas mi schodzi. Nie czytam, nie piszę, ale gram, rysuję, biegam, używam świeżego powietrza”.

    Chopin, przebywając w majątku uczył się także jeździć konno, o czym zaświadcza w redagowanym przez siebie „Kurierze Szafarskim”: „Dnia 11 sierpnia r.b. odbywał J. P. Fryderyk Chopin kursa na dzielnym koniu; a lubo po kilkakroć pieszo idącą Panią Dziewanowską wyścignąć nie mógł (w czym nie jego, lecz konia wina była), otrzymał jednak zwycięstwo nad Panną Ludwiką, która już dość blisko mety piechotą doszła”. W powyższym fragmencie można zauważyć typowe dla Frycka upodobanie do żartu, dowcipu, a nawet autoironii.

Kurier Szafarski

Młody Chopin starannie notował wydarzenia z wiejskiej codzienności i swoje wspomnienia zapisał w postaci wakacyjnej gazetki zatytułowanej “Kurier Szafarski”, redagowanej na wzór stołecznego “Kuriera Warszawskiego”.  W całości zachowały się jedynie cztery numery “Kuriera Szafarskiego” oraz dwa inne fragmenty. Chopin oznaczał każde wydanie datą dzienną i roczną, a także dodawał wymyślone przez siebie wspomnienie z historii Szafarni.  „Kurier” to nic innego jak korespondencja z bliskimi, w satyryczny sposób przedstawiająca życie wiejskie na dworze i w jego okolicach. Redaktor, nazywający siebie J. W. P. Pichonem, Jakubem czy Franciszkiem, zachował podział na „wiadomości krajowe” i „wiadomości zagraniczne”, uwzględniając nawet obecność cenzury w osobie Ludwiki Dziewanowskiej. Na sugestie cenzora reagował z właściwym sobie poczuciem humoru: „Proszę bardzo cenzora nie krępować mi ozora”.

 

Kurier Szafarski z 16 sierpnia 1824 roku

Dnia 16 Sierpnia

1824 roku

Wspomnienie narodowe

r. 1820: wyszlamowana

sadzawka w podwórzu.

W i a d o m o ś c i  K r a j o w e

 

Dnia 11 Sierpnia r. b. odbywał J. P. Fryderyk Chopin kursa na dzielnym koniu; ubiegał się do mety; a lubo po kilkakroć pieszo idącą Panią Dziewanowską wyścignąć nie mógł (w czym nie jego, lecz konia wina była), otrzymał jednak zwycięstwo nad  P a n n ą  L u d w i k ą, która już dość blisko mety piechotą doszła. – J. P. Franciszek Chopin wyjeżdża co dzień na spacer, z takimi jednak honorami, iż zawsze na tyle siada. – J. P. Jakub Chopin wypija na dzień sześć filżanek [!] kawy żołędziowej, Mikołajek zaś co dzień cztery bułeczki zjada, notabene prócz potężnego obiadu i trzypotrawnej kolacyjki.

Dnia 13 m. i r. b. JPan  B e t t e r  dał się słyszeć na fortepianie z niepospolitym talentem.  W i r t u o s u s  ten, Berlińczyk, gra w guście JPana  B e r g e r a  (owego fortepianisty skolimowskiego), w sztrychu i układzie palcy przechodzi Panią Łagowskę, a z takim uczuciem gra, iż każda prawie nutka nie z serca, ale z potężnego brzucha wychodzić się zdaje.

Dnia 15 m. i r. b. doszła ważna wiadomość, jako się przypadkiem Indyczka za spichlerzem w kąciku wylęgła. Ważny ten wypadek nie tylko że przyczynił się do pomnożenia familii Indyków, lecz nadto powiększył dochody skarbowe i powiększanie się onych zapewnił. – Wczoraj w nocy kot zakradłszy się do garderoby stłukł Butelkę z sokiem; lecz jak z jednej strony wart szubienicy, tak z drugiej strony zasługuje na powchałę [!], bo sobie najmniejszą wybrał. – Dnia 14 m. b. kura okulawiała, a kaczor w pojedynku z gęsią nogę stracił. Krowa tak gwałtownie zachorowała, że aż się w ogrodzie pasie. – Dnia 14 m. b. wypadł wyrok, ażeby, pod karą śmierci, żadne prosię nie ważyło się wchodzić do ogrodu.

Wi a d om o ś c i  Z a g r a n i c z n e

 

Pewien obywatel w okolicy chciał czytać „Monitora”. Wysłał więc służącego do księży karmelitów w Oborach, prosząc o pismo periodyczne. Służący, w życiu o piśmie periodycznym nie słysząc, przekręcił wyraz i pytał się księży o pismo hemor o i d y c z n e.

Þ W Bocheńcu lis zjadł dwóch bezbronnych gąsiorów; kto by go złapał, niech raczy uwiadomić sąd bocheniecki, który niezawodnie podług praw i przepisów zbrodniarza ukarze. Oddawcy zaś lisa owe dwa gąsiory jako godne wynagrodzenie ustąpione będą.

 

Wolno posłać
Cenzor L. D.

fragmenty Kuriera Szafarskiego z 19 i 24 sierpnia 1824 roku

 

19 Sierpnia 1824 roku.

Dnia 24 Sierpnia 1824 roku

Wiadomości Krajowe

 

Dnia 15 Sierpnia r. b. na Zgromadzeniu muzycznym w Szafarni, złożonym z kilkunastu osób i półosóbek, popisywał się JP. Pichoni grał koncert Kalkbrennera, który atoli nie tyle zrobił wrażenia, szczególniej na małych figurkach, ile Zydek grany przez tegoż Pana Pichona. Dnia 18 m. i r. b. JP. FF. M. I. Chopin wypił siedem filiżanek kawy żołędziowej. Spodziewać się trzeba, iż niedługo osiem wypije.

Wiadomości Zagraniczne

 

Dnia 20 m. i r. b. w Obrowie było okrężne. Cała wieś, zgromadzona przed dworem, szczerze się weseliła, szczególniej po wódce, dziewki piskliwym semitoniczno-fałszywym głosem znaną piosnkę wyśpiewywały:

Przede dworem kaczki w błocie:

Nasza Pani w samym złocie.

Przede dworem wisi sznurek:

Nasz jegomość kieby nurek.

Przede dworem wisi wąż:

Nasza panna Maryanna pójdzie za mąż.

Przede dworem leży czapa:

Nasza pokojówka kieby gapa.

Kurier Szafarski z 27 sierpnia 1824 roku

P i ą t e k
Dnia 27 Sierpnia 1824.

Wspomnienie.
R. 1798. Ogier kasztanowaty
wracając do domu zdechł na samej granicy.

 

W i a d o m o ś c i  K r a j o w e

 

Dnia 25 m. i r. b. JPanna Kosteria, owa dama, która niegdyś czarującym głosem wołała na JPana Szymona, gay, gay, wychodząc z kuchni z dzieżką pełną wody, zagapiła się, brzdękła i dzieżkę stłukła. – Tak wielki przypadek natychmiast Redaktorowi „Kuryera” doniesionym został, który uważając go za igraszkę ekstraordynaryjnej zgrabności, pierwsze mu miejsce między narodowymi wiadomościami przeznaczył. – Dnia 26 m. i r. b. W Kurniku znalezionym został potwór kurczęci. Owe straszydło jest o dwóch nogach, z jednym skrzydełkiem, bez kupra i głowy. Ochmistrzyni kurczęcia stara się ile możności przesłać go do Warszawy lub do innej stolicy, ażeby tam rozpoznane, miejsce zająć mogło w rzędzie szczególniejszych zjawisk natury.

JPan Pichon doznaje wielkich przykrości z powodu kuzynów, których w Szafarni bardzo wiele zastał. Gryzą go, jak mogą, dobrze jednak, że nie w nos, boby miał jeszcze większy, aniżeli ma.

Dnia 26 m. i r. b.  S u d y n a, suka, złapała w zborzu [!] kuropatwę. JW Panna Kozaczka, spostrzegłszy to, odebrała jej ową zdechłą biedaczkę i powiesiła na gruszce. Suka przemyślna dopóty trzęsłą gruszką i skakała, dopóki kuropatwy nie dostała, którą, złapawszy, smacznie skonsumowała. – Potomkowie owych sławnych  B o h a t e r ó w, którzy  K a p i t o l  od Gallów obronili, często owies na pniu zakupują. Tandeta ta czasem panów kupców o śmierć przyprawia; wielu z nich bowiem kijem w łep [!] dostaje, a więcej jeszcze na różnie ginie. – Brat owego melankolicznego gulaka ze zgryzoty dostał zgniłej gorączki i leży bez nadziei życia. – Dnia 25 Kaczor, wyszedłszy po kryjomu bardzo z rana z kurnika, utopił się. Dotąd jeszcze nie można dojść przyczyny owego samobójstwa; familia bowiem nic nie chce gadać. – Krowa daleko zdrowsza i nikt nie wątpi o jej zupełnym wyzdrowieniu.

W i a d o m o ś c i  Z a g r a n i c z n e

 

Dnia 26 m. i r. b. w Sokołowie Indyk wlazł ukradkiem do ogrodu. Kania, chowana od młodości w ogrodzie, w życiu nie widząc indyka, krzywo na niego patrzała, a zbliżywszy się, oczy mu wydrapać chciała. Indyk się napuszył, a widząc, że miną nic nie wskóra, wziął się do dzioba. Wszczęła się walka; zwycięstwo żadnej stronie nie sprzyja, aż na koniec, po długiej potyczce, Indyk-zwycięzca, wydziobawszy kani oko prawe, smutnie pojedynek zakończył.

JPan Pichon był dnia 26 m. i r. b. w Golubiu. Między innymi pięknościami i szczegółami zagranicznymi widział Ś w i n i ę zagranicznę, która szczególniejszą uwagę tego tak dystyngowanego wojażera zajęła.

Dnia 25 m. i r. b. w Białkowie kot zadusił kurę, której nikt odżałować nie może.

Pewien Jegomość z okolicy, pomimo najściślejszej rewizji strażników na pograniczu będących, zdefraudował trzy kije pod płaszczem, bo je w Golubiu podczas jarmarku na surdut dnia 24 m. i r. b. dostał.

Wolno posłać.

 

Kurier Szafarski z 31 sierpnia 1824 roku

W t o r e k
Dnia 31 Sierpnia 1824 roku.

Wspomnienie.
Mysz r. 1802 wygryzła
dziurę w trzewiku
JPanny Józefy Dziewanowskiej.

 

W i a d o m o ś c i  K r a j o w e

 

Dnia 28 m. r. b., gdy JPan P i c h o n, zatrudniony tualetą, o śniadaniu rozprawiał, wlatuje z krzykiem do pokoju jakaś dama boso. Pichonek, zdziwiony, otworzywszy gębę stał z początku jak gapa, po chwilce jednak dowiedział się przyczyny łez i narzekania: JPan  S t o l n i k  W i k t o r  S i k o r o w s k i, pospolicie od Panny  M i c h u c h n e j  F i c h t u r e m  zwany, pokłócił się z Panną  K o z a c z k ą; a po długich sprzeczkach i korowodach tak ślicznie zamalował pięścią w łep [!] damulę, że aż w wyższej instancji satysfakcji szukać przymuszoną była.

Dnia 29 m. i r. b. jechała fura Żydów. Die ganze Familie składała się aus eine Maciore, tsiech duźich Żydziech, dwóch malich i sieść śtuk Żydziątek; wsiscy siedziali na kupie, kieby śledziów holenderskich. Tymczasem zawadzili o kamień, wywrócili i następującym porządkiem na piasku leżeli: naprzód bachorki, każde w innej pozycji, większa część z zadartymi do góry nóżkami, a na nich Maciore, stękająca pod ciężarem Żydów, którym w locie z impetu krymki pozlatywały.

Dnia 30 m. i r. b. w oborze trzy dziewki się pobiły. Dwie szczególniej, uzbrojone węborkiem[1] i skopkiem, biły trzecią bezbronną, a lubo i ta ku końcowi dostała i skopek, i węborek (notabene na pysku), oprzeć się jednak tamtym nie mogła.

Dnia 30 m. r. b. JPani  Z a k i e r s k a, obywatelka szafarska, pokłóciwszy się z drugą, ze złości, że jej nic zrobić nie mogła, utopić się chciała. Szczęściem, że Pani Szrederowa, żona pana Gärtnera[2], owego starego obywatela, spostrzegłszy to przybiegła; a gdy ta już głową w stawie była, zręcznie ją za nogi wyciągnęła i życie jej ocaliła.

S u d y n a, suka, idąc dnia wczorajszego za Panną Józefką przez wieś, złapała gęś, zadusiła i zjadła. – Dnia 31 m. r. b. Cztery gęsi złapano w szkodzie. Dotąd są w wolnym areście [!], nie wiedzieć jednak, na czym się skończy.

Krowa ma się coraz lepiej, a na generalnym konsylium doktorowie osądzili, że już najmniejszego niebezpieczeństwa nie ma.

W i a d o m o ś c i  Z a g r a n i c z n e

 

Dnia 29 m. r. b. JPan P i c h o n przejeżdżając przez  N i e s z a w ę  usłyszał na płocie siedzącą  C a t a l a n i, która coś całą gębą śpiewała. Zajęło go to mocno, a lubo usłyszał arią i głos, niekontent jednak z tego, starał się wiersze usłyszeć. Po dwakroć przechodził koło płotu, ale na próżno, bo nic nie zrozumiał; aż na koniec, zdjęty ciekawością, dobył trzech groszy, obiecał je śpiewaczce, byleby mu śpiewkę powtórzyła. Długo się kręciła, krzywiła i wymawiała, lecz zachęcona trzema groszami, zdecydowała się i zaczęła śpiewać mazureczka, z którego  R e d a k t o r, za pozwoleniem zwierzchności i  C e n z u r y, na wzór jednę tylko strofę przytacza:

Patsajze tam za gulami, za gulami, jak to wilk tańcuje,

A wsakzeć on nie ma zony, bo się tak frasuje. (bis)

W Radominie dnia 29 m. r. b. kot się wściekł. Szczęściem, nikogo nie ugryzł, ale biegał i skakał po polu, i to tylko dopóty, dopóki go nie zabili; po zabiciu bowiem przestał i więcej nie szalał.

W Dulniku wilk zjadł na kolacją owcę. Stroskani opiekunowie pozostałych jagniąt ofiarują temu ogonek i uszy, kto by wilka złapał, związał i przywiózł na inkwizycją radzie familijnej.

 

Wolno posłać.
Cenzor L. D. 

Kurier Szafarski z 3 września 1824 roku

P i ą t e k
Dnia 3 Września 1824 roku.

Wspomnienie.
Założenie Szafarni r. 1740 przez
Wawrzyńca Szafarniaka.

 

W i a d o m o ś c i  K r a j o w e

 

Dnia 1 m. r. b. właśnie JPan Pichon grał Żydka, gdy Pan Dziewanowski, zawoławszy pakciarza Żyda, prosił go o zdanie o żydowskim wiertuozie [!]. Mosiek zbliżył się do okna, wścibił nos garbatowzniosły do pokoju i słuchał, mówiąc, że gdyby Pan Pichon chciał grać na żydowskim weselu, zarobiłby sobie najmniej dziesięć talerów. Takież oświadczenie zachęciło Pana Pichon do sztuderowania[1] ile możności tego rodzaju muzyki i kto wie, czy z czasem nie odda się zupełnie tak korzystnej harmonii.

Dnia 2 m. r. b. Kot dopiero co przywieziony wymknął się z pokoju. Dozorczyni wybiegła za nim, a widząc, że ucieka, ścigać go zaczęła. – Już go doganiała, gdy właśnie kot, dawszy susa przez płot, z drugiej strony bezpiecznie odpoczywał; lecz Dama, chcąc go koniecznie złapać, wlazła na płot celem przejścia na drugą stronę, tymczasem noga jej się psnie… equilibrum[2] straci… i… brzdęka jak placek na ziemię.

Dnia 3 m. r. b. JPan  Ł u k a s z, z urzędu  P a r o b e k, wlazłszy na grużkę [!] zaczął trząść ulęgałki damom, pod cieniem drzewa na spadające grużeszki [!] chciwie oczekującym; a trzasnąwszy kilka razy, gdy żadna spaść nie chciała, sam, notabene przypadkiem, zamiast ulęgałki zleciał na ziemię.

Dnia 2 m. r. b. JPanna Brygida, kucharka, różne z chlebem w dzieży robiąc obroty, przez zbytnią zgrabność i zręczność wszystki chleb na ziemię wywaliła.

Dnia 1 m. r. b.  M u r z y n  wyszedłszy ku wieczorowi z Panem na pole zabił kuropatwę, notabene bez fuzji i bez prochu.

Krowa ma się bez porównania lepiej, już przyjmuje wizyty, a niedługo to może i sama oddawać będzie.

W i a d o m o ś c i  Z a g r a n i c z n e

 

Dnia 1 m. r. b. Kania zażarła kuropatwę w Borze bochenieckim.

Dnia 5 m. r. b. W Bocheńcu odbędzie się wesele JPana Jana Lewandowskiego, stolnika, z panną Katarzyną Ciżewską, córką Gubernatora Ziemi Bochenieckiej. – Pani Gubernatorowa wielkie czyni przygotowania, a Pan młody już zaprasza gości na gody weselne. Między innymi Pan Pichon dostał inwitacją, z czego się niewymownie cieszy, wraz z Redaktorem “Kuryera”, który w przyszłym numerze niezawodnie ważniejsze sceny i wypadki owego wesela doniesie.

Dnia 2 m. r. b. w Białkowie wszczęła się między psem a kotem o kawałek na drodze leżącego mięsa zacięta bitwa. Obydwaj męże z nieustraszonym walczyli umysłem; zapach mięsa wzbudzał męstwo, a apetyt zazdrość wzajemną; długo mężnie się ścierali; długo los nierozstrzygnięty strachem przejmował widzów; aż nareszcie kot, wydrapawszy ostrymi pazury oczy już zmordowanemu walką i osłabionemu licznymi ranami Szpicowi, po dwakroć jeszcze odepchnięty, dusi go… a gdy wszyscy, zdziwieni, ubolewają nad losem biednego psiny, zwycięzca kawał mięsa w triumfie podnosi; niedługo jednak, ciężkimi okryty bliznami, mdleje, pada… przewraca się… i… zdycha.

Þ Dnia 31 w Rętwinach wilki zjadły dwanaście owiec. Kto by mógł ująć cherzta [!], niech go dostawi Gubernatorowi Ziemi Rętwińskiej, a otrzyma w nagrodzie połowę jednej z owiec dopiero wspomnianych.

 

Wolno posłać.
Cenzor L. D.

     Oprócz redagowania gazetki Fryderyk codziennie ćwiczył na fortepianie. W jednym z listów prosił ojca o przywiezienie „Wariacji na temat pieśni Moore’a” zapewne w związku z faktem, iż w salonie Dziewanowskich grywał z panną Ludwiką. Także krewni i przyjaciele właścicieli Szafarni chętnie zapraszali młodego wirtuoza. Muzykował u państwa Piwnickich w Gulbinach, u Wybranieckich w Sokołowie, u Antoniego Borzewskiego w Ugoszczu.

    Odwiedzając okolice, Chopin zetknął się z polskim folklorem, który miał wpływ na jego kompozycje. Słuchał pieśni ludowych, muzyki wiejskich grajków instrumentalnych, zapoznał się z miejscowymi obrzędami. Z kolei przejeżdżając przez Nieszawę, „usłyszał na płocie siedzącą Catalani, która coś całą gębą śpiewała. Zajęło go to mocno, a lubo usłyszał arią i głos, niekontent jednak z tego, starał się wiersze usłyszeć. Po dwakroć przechodził koło płotu, ale na próżno, bo nic nie zrozumiał; aż na koniec zdjęty ciekawością, dobył trzech groszy, obiecał je śpiewaczce, byleby mu śpiewkę powtórzyła. Długo się kręciła, krzywiła i wymawiała, lecz zachęcona trzema groszami, zdecydowała się i zaczęła śpiewać mazureczka, z którego Redaktor za pozwoleniem zwierzchności i Cenzury, na wzór jedną tylko strofę przytacza: Patsajze tam za gulami, za gulami, jak to wilk tańcuje, / A wsakzeć on nie ma żony, bo się tak frasuje.” 

    Podczas tych samych wakacji wraz z rodziną Dziewanowskich odwiedził kościół i klasztor Karmelitów Trzewiczkowych w Oborach (w celu upamiętnienia tej wizyty w świątyni wmurowano tablicę, która głosi: „W oborskim kościele latem 1824 r. przebywał i grał na tych organach Fryderyk F. Chopin.”) i, jak zaznacza w „Kurierze”, miejscowości: Płonko, Dulnik, Bocheniec, Radomin, Rętwiny, Płonne, Białkowo, Lipno i Golub. Opisując fakt nagabywania towarzystwa przez niemieckiego kataryniarza, chłopiec posłużył się rymem: „Panna Ludwika za pół złotego / kazała zagrać walca pruskiego; / żeby nie było panny Ludwiki, / toby nie było pruskiej muzyki”.

Rok 1825

    Kolejne wakacje Chopin spędził również w Szafarni i okolicach. Wraz z Dominikiem Dziewanowskim polował na bażanty i zające, z zainteresowaniem obserwował dożynkowe tańce i obrzędy, a nawet brał w nich udział. Słuchał ludowych melodii i zapisywał ich teksty. Co więcej, towarzyszył wiejskim muzykantom, grając na basetli. Przyjemności dostarczały też Fryckowi wycieczki, podczas których poznawał historię Polski, a także związane z nią zabytki. Do takich należy zwiedzanie Torunia – rodzinnego miasta Skarbków (tu urodził się ojciec chrzestny chłopca, Fryderyk Skarbek) i Lindów (Samuel Bogumił Linde był rektorem Liceum Warszawskiego, do którego uczęszczał Chopin oraz sąsiadem rodziny kompozytora). Chopin podziwiał średniowieczne spichlerze, jednak jego zachwyt wzbudziły pierniki: „To jest wszystko co Ci o Toruniu napisać jestem w stanie, może więcej opowiem, ale to tylko Ci napiszę, iż największą impresję czyli alias wrażenie, pierniki na mnie uczyniły. (…) To wszystko jednak nie przechodzi pierników, oj pierników z których jeden posłałem do Warszawy.” Przyjmuje się, iż, będąc w grodzie Kopernika, Fryderyk zatrzymał się w kamienicy Fengerów. W ścianę tej osiemnastowiecznej budowli przy ul. Mostowej 14, stanowiącej własność Jakuba Fengera, ojca hr. Ludwiki Skarbkowej, wmurowano tablicę pamiątkową o treści: „W tym domu przebywał Fryderyk Chopin w roku 1825.”

    Toruń leży na ziemi chełmińskiej, stanowiąc pogranicze kujawsko – pomorskie. Ze względów historyczno – administracyjnych jednak został włączony do Pomorza. Genialny kompozytor w tym samym roku odwiedził jeszcze inne miejscowości z pogranicza ziemi chełmińskiej, np. Turzno, a także te należące do sąsiednich Kujaw. W liście do rodziców z 26 sierpnia zawiadamiał, iż na kilka dni wybiera się do Turzna, znajdującego się wtedy pod zaborem pruskim. Majątek od początku XIX w. należący do Augustyna Bartłomieja Działowskiego, wyposażony w dużą bibliotekę oraz bogatą kolekcję dzieł sztuki, stanowił ostoję patriotyzmu. Zachowany do czasów współczesnych główny pałac ufundował, w miejsce XVIII – wiecznego w stylu klasycystycznym, właściciel.

    Chopin nie zdradził szczegółów pierwszej wizyty w Turznie, wiadomo jednak, iż wrócił tu w roku 1827, o czym zawiadamiał rodziców: „Gdy wyjeżdżamy do Płocka, szaleństwem by było, gdybym z mej strony nie miał o tym donieść. Dziś więc w Płocku, jutro w Rościszewie, popojutrze w Kikole, parę dni w Turznie, parę dni w Kozłowie i w moment w Gdańsku, i na powrót.” W powyższym liście wirtuoz wskazał na Kikół, miejscowość znajdującą się w powiecie lipnowskim na ziemi dobrzyńskiej, w którym kilka dni gościł w XVIII-wiecznym pałacu, zbudowanym na planie prostokąta w stylu klasycystycznym, należącym do hr. Karola Zboińskiego.

    Pod wpływem wszystkich tych doświadczeń młody Chopin zmienił sposób postrzegania rytmu w muzyce. Będąc jeszcze w kraju, zaczął komponować mazurki inspirowane rodzimymi tańcami. Gdy w 1830 roku na zawsze opuszczał kraj rodzinny, wywiózł wspomnienia polskiej historii, zabytków, a także folkloru, które w przyszłości stały się źródłem muzycznych arcydzieł.

 

Źródła:

P. Dzianisz, Kuryer Szafarski.Wakacyjna gazeta Fryderyka Chopina z sierpnia-września 1824 r.,  Wydawnictwo Bernardinum, Pelplin 1999.

Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, https://pl.chopin.nifc.pl/chopin/letters/search

Share