Chopin u nas

Fryderyk Chopin na Ziemi Dobrzyńskiej i Chełmińskiej

    8 września 1825 roku, w liście do zamieszkałego w Sokołowie przyjaciela, Jana Białobłockiego, piętnastoletni wówczas Frycek prosił: „Twemu Papie od nas uszanowanie i oświadcz, iż Pani Wiłucka już dawno sama miała odpisać! – Pannie Konstancji od sióstr całusy i Pannie Florentynie, a ode mnie w rączkę. Szafarni moje uszanowanie, jako też Płonnemu, Gulbinom, Ugoszczy itd.” Jak wynika z listu, chłopca łączyły zażyłe stosunki z mieszkańcami wymienionych miejscowości, bowiem dwukrotnie – w roku 1824 i 1825 – wakacje spędzał na ziemi dobrzyńskiej i chełmińskiej.

Rok 1824

    Po ukończeniu IV klasy Liceum Warszawskiego czternastoletni Fryderyk został zaproszony przez rodziców Dominika Dziewanowskiego do ich majątku – Szafarni,  znajdującego się wtedy blisko granicy zaboru pruskiego, obecnie w powiecie golubsko- dobrzyńskim, około 7 km od Golubia – Dobrzynia. Państwo Chopinowie chętnie wyrazili zgodę na wyjazd chłopca tym bardziej, że uzyskali zapewnienie siostry Juliana Dziewanowskiego –  Ludwiki –  iż będzie dbać o wątłe zdrowie ich syna. O zniecierpliwieniu tą opieką domownicy mogli dowiedzieć się z listów, które im wysyłał. Najbardziej narzekał na zakaz spożywania wiejskiego chleba, jednak mimo to ściśle przestrzegał zaleceń lekarza. Posłusznie jadł specjalnie dla niego pieczone bułeczki, pił wywary ziołowe i kawę żołędziową, łykał przywiezione ze sobą lekarstwa. I choć nie mógł skorzystać ze wszystkich atrakcji życia wiejskiego, w pierwszym liście zawiadamiał: „Jestem zdrów z łaski Pana Boga i najprzyjemniej zawsze czas mi schodzi. Nie czytam, nie piszę, ale gram, rysuję, biegam, używam świeżego powietrza”.

    Chopin, przebywając w majątku uczył się także jeździć konno, o czym zaświadcza w redagowanym przez siebie „Kurierze Szafarskim”: „Dnia 11 sierpnia r.b. odbywał J. P. Fryderyk Chopin kursa na dzielnym koniu; a lubo po kilkakroć pieszo idącą Panią Dziewanowską wyścignąć nie mógł (w czym nie jego, lecz konia wina była), otrzymał jednak zwycięstwo nad Panną Ludwiką, która już dość blisko mety piechotą doszła”. W powyższym fragmencie można zauważyć typowe dla Frycka upodobanie do żartu, dowcipu, a nawet autoironii. „Kurier” to nic innego jak korespondencja z bliskimi, w satyryczny sposób przedstawiająca życie wiejskie na dworze i w jego okolicach. Redaktor, nazywający siebie J. W. P. Pichonem, Jakubem czy Franciszkiem, zachował podział na „wiadomości krajowe” i „wiadomości zagraniczne”, uwzględniając nawet obecność cenzury w osobie Ludwiki Dziewanowskiej. Na sugestie cenzora reagował z właściwym sobie poczuciem humoru: „Proszę bardzo cenzora nie krępować mi ozora”.

    Fryderyk nie poświęcał się jednak wyłącznie zabawom na świeżym powietrzu. Oprócz redagowania gazetki codziennie ćwiczył na fortepianie. W jednym z listów prosił ojca o przywiezienie „Wariacji na temat pieśni Moore’a” zapewne w związku z faktem, iż w salonie Dziewanowskich grywał z panną Ludwiką. Także krewni i przyjaciele właścicieli Szafarni chętnie zapraszali młodego wirtuoza. Muzykował u państwa Piwnickich w Gulbinach, u Wybranieckich w Sokołowie, u Antoniego Borzewskiego w Ugoszczu.

    Odwiedzając okolice, Chopin zetknął się z polskim folklorem, który miał wpływ na jego kompozycje. Słuchał pieśni ludowych, muzyki wiejskich grajków instrumentalnych, zapoznał się z miejscowymi obrzędami. Z kolei przejeżdżając przez Nieszawę, „usłyszał na płocie siedzącą Catalani, która coś całą gębą śpiewała. Zajęło go to mocno, a lubo usłyszał arią i głos, niekontent jednak z tego, starał się wiersze usłyszeć. Po dwakroć przechodził koło płotu, ale na próżno, bo nic nie zrozumiał; aż na koniec zdjęty ciekawością, dobył trzech groszy, obiecał je śpiewaczce, byleby mu śpiewkę powtórzyła. Długo się kręciła, krzywiła i wymawiała, lecz zachęcona trzema groszami, zdecydowała się i zaczęła śpiewać mazureczka, z którego Redaktor za pozwoleniem zwierzchności i Cenzury, na wzór jedną tylko strofę przytacza: Patsajze tam za gulami, za gulami, jak to wilk tańcuje, / A wsakzeć on nie ma żony, bo się tak frasuje.” 

    Podczas tych samych wakacji wraz z rodziną Dziewanowskich odwiedził kościół i klasztor Karmelitów Trzewiczkowych w Oborach (w celu upamiętnienia tej wizyty w świątyni wmurowano tablicę, która głosi: „W oborskim kościele latem 1824 r. przebywał i grał na tych organach Fryderyk F. Chopin.”) i, jak zaznacza w „Kurierze”, miejscowości: Płonko, Dulnik, Bocheniec, Radomin, Rętwiny, Płonne, Białkowo, Lipno i Golub. Opisując fakt nagabywania towarzystwa przez niemieckiego kataryniarza, chłopiec posłużył się rymem: „Panna Ludwika za pół złotego / kazała zagrać walca pruskiego; / żeby nie było panny Ludwiki, / toby nie było pruskiej muzyki”.

Rok 1825

    Kolejne wakacje Chopin spędził również w Szafarni i okolicach. Wraz z Dominikiem Dziewanowskim polował na bażanty i zające, z zainteresowaniem obserwował dożynkowe tańce i obrzędy, a nawet brał w nich udział. Słuchał ludowych melodii i zapisywał ich teksty. Co więcej, towarzyszył wiejskim muzykantom, grając na basetli. Przyjemności dostarczały też Fryckowi wycieczki, podczas których poznawał historię Polski, a także związane z nią zabytki. Do takich należy zwiedzanie Torunia – rodzinnego miasta Skarbków (tu urodził się ojciec chrzestny chłopca, Fryderyk Skarbek) i Lindów (Samuel Bogumił Linde był rektorem Liceum Warszawskiego, do którego uczęszczał Chopin oraz sąsiadem rodziny kompozytora). Chopin podziwiał średniowieczne spichlerze, jednak jego zachwyt wzbudziły pierniki: „To jest wszystko co Ci o Toruniu napisać jestem w stanie, może więcej opowiem, ale to tylko Ci napiszę, iż największą impresję czyli alias wrażenie, pierniki na mnie uczyniły. (…) To wszystko jednak nie przechodzi pierników, oj pierników z których jeden posłałem do Warszawy.” Przyjmuje się, iż, będąc w grodzie Kopernika, Fryderyk zatrzymał się w kamienicy Fengerów. W ścianę tej osiemnastowiecznej budowli przy ul. Mostowej 14, stanowiącej własność Jakuba Fengera, ojca hr. Ludwiki Skarbkowej, wmurowano tablicę pamiątkową o treści: „W tym domu przebywał Fryderyk Chopin w roku 1825.”

    Toruń leży na ziemi chełmińskiej, stanowiąc pogranicze kujawsko – pomorskie. Ze względów historyczno – administracyjnych jednak został włączony do Pomorza. Genialny kompozytor w tym samym roku odwiedził jeszcze inne miejscowości z pogranicza ziemi chełmińskiej, np. Turzno, a także te należące do sąsiednich Kujaw. W liście do rodziców z 26 sierpnia zawiadamiał, iż na kilka dni wybiera się do Turzna, znajdującego się wtedy pod zaborem pruskim. Majątek od początku XIX w. należący do Augustyna Bartłomieja Działowskiego, wyposażony w dużą bibliotekę oraz bogatą kolekcję dzieł sztuki, stanowił ostoję patriotyzmu. Zachowany do czasów współczesnych główny pałac ufundował, w miejsce XVIII – wiecznego w stylu klasycystycznym, właściciel.

    Chopin nie zdradził szczegółów pierwszej wizyty w Turznie, wiadomo jednak, iż wrócił tu w roku 1827, o czym zawiadamiał rodziców: „Gdy wyjeżdżamy do Płocka, szaleństwem by było, gdybym z mej strony nie miał o tym donieść. Dziś więc w Płocku, jutro w Rościszewie, popojutrze w Kikole, parę dni w Turznie, parę dni w Kozłowie i w moment w Gdańsku, i na powrót.” W powyższym liście wirtuoz wskazał na Kikół, miejscowość znajdującą się w powiecie lipnowskim na ziemi dobrzyńskiej, w którym kilka dni gościł w XVIII-wiecznym pałacu, zbudowanym na planie prostokąta w stylu klasycystycznym, należącym do hr. Karola Zboińskiego.

    Pod wpływem wszystkich tych doświadczeń młody Chopin zmienił sposób postrzegania rytmu w muzyce. Będąc jeszcze w kraju, zaczął komponować mazurki inspirowane rodzimymi tańcami. Gdy w 1830 roku na zawsze opuszczał kraj rodzinny, wywiózł wspomnienia polskiej historii, zabytków, a także folkloru, które w przyszłości stały się źródłem muzycznych arcydzieł.